wtorek, 15 maja 2012

Rozdział XVIII

- Wiem, że nie chcesz o tym gad...
- Tak, nie chcę, ale musimy to wyjaśnić. Ja nie wiem kto to jest! - uniosłam trochę głos - Nie mam pojęcia kim on jest!
Chłopak pomyślał chwilę.
- Dobra, zapomnijmy o tym
Zdziwiła mnie jego propozycja. Nagle tak po prostu kazał o tym zapomnieć, a przez kilka dni się nie odzywał. Odpowiedziałam krótkim "okey" i wracaliśmy wolnym krokiem do domu omawiając urodziny Maksa.
- Co powiesz na shake'a? - zaproponował Will
- Jasne - odrzuciłam i ruszyliśmy w kierunku "Blue sky"
Weszliśmy do środka i już z daleka zauważyłam bardzo dobrze znaną mi osobę - Jasona. Możecie się zastanawiać, kim on jest, więc już tłumaczę. Jasona poznałam w pierwszej klasie podstawówki. Był moim bardzo dobrym kolegą, dopóki... dopóki się nie pokłóciliśmy. On wyjechał i nie zdążyliśmy się pogodzić. Mimo to, wydawało mi się, że cała ta sprzeczka minęła i jeśli mnie pozna to nie będzie miał mi za złe tego, że urwałam oko i nogę jego ulubionemu misiowi. Tak, to był powód naszej, dość poważnej w tamtym wieku, kłótni.
Will nie znał go, więc nie za bardzo wiedział do kogo macham i dlaczego.
- Co ty robisz? - zapytał
Uśmiechnęłam się szeroko, a Jason podszedł bliżej mnie.
- J... Jessica? - zapytał niepewnie - wow, ale się zmieniłaś
- To znaczy?
- Wyładniałaś - dodał, na co ja lekko się zarumieniłam. Rozśmieszyło mnie trochę zachowanie Willa, który na słowo "wyładniałaś", od razu złapał mnie za rękę dając znak, że jestem już "zajęta"
- Dziękuję, ty też. A właściwie, co ty tu robisz?
- A niedawno się przeprowadziłem i pracuje tu teraz.
- A szkoła? - dodałam po chwili zamyślenia
- Eee tam... nie chodzę już. Po co?
Zdziwiło mnie jego zachowanie. Zawsze był pilnym uczniem, a teraz mówi, że jej nie skończył. Razem z Willem usiadłam do stolika.
- Zazdrośnik - skitowałam
- Co? Ja? Niby czemu?
- Już ty dobrze wiesz złotko
- Nie, nie wiem
- A kto mnie złapał za rękę na słowo "wyładniałaś"? No?
- To było odruchowe - zaczął się tłumaczyć
- Taa... ja już to znam
Kelner, czyli w tym wypadku Jason, podał nam zamówione shakei i odszedł obsługiwać innych klientów.
W domu byliśmy gdzieś pół godziny później. Przed drzwiami pożegnałam się z Willem i z wielkim uśmiechem otworzyłam mieszkanie. Wszystko było jak dawniej. No może prawie wszystko. Z kuchni dobiegał głos taty i... jakieś innej kobiety. Problem w tym, że ten głos skądś kojarzyłam, tylko skąd? Niewątpliwie musiałam to sprawdzić. Na palcach skradałam się do kuchni. Delikatnie odchyliłam głowę w bok by zobaczyć, kto znajduje się tam, za ścianą. Już byłam blisko, gdy nagle usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Jak to zwykle bywa, Olivka dzwoniła w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam ochotę ją zabić. Oczywiście nie dosłownie. Tata wstał od stołu, a ja szybko usiadłam na pobliski fotel udając, że sobie spokojnie siedzę.
- Jessica? Już wyszłaś ze szpitala?
- Papa - zakończyłam rozmowę z Olivią i spojrzałam na tatę - Tak, nareszcie. A zdawało mi się, czy mamy gościa? - dodałam, gdy nagle doznałam szoku. Zza ściany wyszła drobnej figury blondynka, z lekkimi falami no włosach i niebieskimi oczyma. Problem w tym, że była to moja pani od matmy!
- Poznaj Kate
- Tak wiem, kto to jest - rzuciłam z wymuszonym uśmiechem
- Znacie się?
- Tak, to moja pani od matematyki
Tata zrobił wielkie oczy i spojrzał na Kate:
- Naprawdę?
- Tak - odparła
Racja, babka kiedyś dzwoniła do mojego taty skarżąc się na mnie, ale nigdy nie widzieli się na żywo. Tak więc, wszyscy troje przeżyliśmy szok
- Eee to ja nie przeszkadzam - powiedziałam biorąc torbę i idąc w kierunku schodów
Wbiegłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam, co robić. Płakać, śmiać się, poinformować o tym Olivię, pogadać z nimi. Nie wiem. Miałam sto pomysłów na minutę. Postanowiłam jednak wstrzymać się z tym wszystkim i głęboko przemyśleć tą sprawę. Pierwszą rzeczą było oczywiście to, dlaczego tu jest. Może mówiła o ostatnim sprawdzianie, na którym nie najlepiej mi poszło. A może... nie... to nie możliwe. Tata przecież by się z nią nie umówił! Nie chciałabym tego. Po prostu nie wyobrażałam sobie tego. Zmęczona całym dniem wrażeń, zasnęłam.


Dobra, jest jaki jest. Krótki, ale akcji trochę jest, więc chyba ogólnie okay. Dodałam dzisiaj rozdział, gdyż przez następne trzy dni ( 16.05 - 18.05 ) jestem na wycieczce <juuuuupi> i nie mam możliwości dodać nowej notki.
Bardzo dziękuję za komentarze, wejścia, obserwatorów, za wszystko. Mam nadzieję, że jak wrócę to będzie dużo komci, ale kto wie :)
A tak w ogóle została otagowana przez Adrian.

Pytania: 
 1. Skąd pomysł na założenie bloga?
nie mam pojęcia, tak jakoś :)
2. Czy po szkole uczęszczasz na jakieś zajęcia dodatkowe?
tak, na lekcje gry na gitarze i dodatkowy angielski
3.  Twoje hobby?
wszystko po troszku ;)
4. Czy lubisz zdrowe odżywianie?
pewnie :) zdrowe nie zawsze znaczy nie dobre :D
5. Jakiej muzyki słuchasz?
wszystko, co wpadnie w ucho xdd
6. Czy na swoim miejscu pracy, tam gdzie odrabiasz zadania domowe lubisz mieć porządek?
zazwyczaj tak nie jest, ale jak mam porządek, to lepiej mi się pracuje :)
7.  Twoja ulubiona potrawa?
nie ma takiej xd
8.  Czy lubisz czytać?
jasne :)
9.  Twoja ulubiona pora roku?
wiosna i lato <3
10.  Czy masz jakieś zwierzę?
tak, dwa psy <3
11.  Czy sądzisz, że pisanie blog przez chłopaka jest czymś dziwnym?
nie, coś ty ;)

huhu już nie chce mi się kopiować tych zasad, tagować innych osób itd. Bajoo ;*
PS. z góry przepraszam, że nie będę mogła komentować i odwiedzać przez te trzy dni waszych blogów ;*

piątek, 11 maja 2012

Rozdział XVII

Od wczoraj Will się w ogóle nie odzywał, a ja dostałam jeszcze jedną wiadomość od Nieznajomego, podobną do tych poprzednich. Tym razem nie wytrzymałam tylko wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie mam pojęcia czemu tego nie zrobiłam wcześniej, ale coś kazało mi to zrobić właśnie teraz. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam aż ktoś odbierze. W odpowiedzi usłyszałam "Brak takiego numeru"
- Cholera jasna - powiedziałam jakby sama do siebie
Nic już nie rozumiałam. Co za kretyn i przede wszystkim tchórz bawi się w takie gierki? Może jemu jest do śmiechu, ale mi nie. Postanowiłam szybko zadzwonić do Olivki.
- Hej,. mogłabyś wpaść na chwilę - zapytałam
- Jasne, za 10 minut będę, czekaj na mnie
- No raczej ci nie ucieknę - powiedziałam z lekkim uśmiechem i pożegnałam się z przyjaciółką
Liczyłam na to, że się spóźni, ale ku mojemu zdziwieniu zjawiła się wcześniej niż mówiła.
- To gadaj, co się stało?
- Nie wiem, co mam zrobić - odpowiedziałam lekko załamującym się głosem, ale po chwili już się pozbierałam i zaczęłam mówić normalnie - Przez te durne sms'y pokłóciłam się z Willem
- Czytał je?!
- Tak, nie miałam innego wyjścia.  A teraz znowu dostałam kolejny.
- To zadzwoń na ten numer
- A myślisz, że tego nie zrobiłam? Usłyszałam tylko "Brak takiego numeru". Co ja mam zrobić?
- Poczekaj - powiedziała i nastała cisza - Zmień numer. Przecież nie będzie go znał
- Hmm... w sumie, to może i dobry pomysł, ale teraz nie mogę się nawet ruszyć
- Ja to załatwię. Nie martw się
- Naprawdę?
- Jasne, przecież czego się nie robi dla przyjaciół - odpowiedziała przytulając mnie
Pożegnałyśmy się, a Olivka wyszła z sali. I znów byłam skazana na samotność. Włączyłam swoje MP4 i odcięłam się od rzeczywistego świata. Zamknęłam oczy i cicho nuciłam pod nosem jedną z moich ulubionych piosenek. Mimo, że muzyki słuchałam dość głośno, do moich uszu dotarł jakiś nieznany głos. Otworzyłam i oczy i zauważyłam, że do mojej sali przywieziono jakiegoś chłopaka. Nie wyglądał na miłego. Zresztą przypominał mi raczej takiego, co lubi ostre imprezki z dużą dawką alkoholu. Z tego co usłyszałam miał na imię Drake, a nazwiska nie pamiętam. I tak nie było mi ono do niczego potrzebne. Znów zamknęłam oczy, ale po chwili poczułam mocne szturchnięcie. Podskoczyłam ze strachu, ale okazała się to być Olivia.
- Wszystko załatwione
- O super, dziękuję kochana - powiedziałam z radością
Olivka podała mi telefon, ale po chwili przypomniała sobie, że nie zapisała mojego numeru. Podyktowałam jej go i porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszła, bo musiała jeszcze pozałatwiać parę spraw w związku z urodzinami Maksa. Byłam trochę zła na siebie, że nie mogę jej pomóc, bo w końcu to moja wina. Po prostu siedziałam bezczynnie, a ona odwalała za mnie robotę. To było nie fair.
Jakoś po 13.00 przyszedł do mnie tata. Przyniósł laptopa i jakieś książki. Byłam mu ogromnie za to wdzięczna, bo już nie miałam co robić. Oczywiście dostałam pełno słodkości " na poprawę humoru". Długo jednak z nim nie rozmawiałam, bo musiał iść na 14.30 do pracy. Tak więc resztę tego jakże ciekawego popołudnia musiałam spędzić słuchając jakże śmiesznych sucharów którejś z pielęgniarek. Miałam po prostu dosyć. Pozostało tylko modlić się, aby ktoś przyszedł. Jednak tak się nie stało.
- Cześć śliczna - usłyszałam jakiś głos z boku. Burknęłam coś pod nosem i nie zwróciłam na to uwagi. Mimo to, nadal czułam na sobie jego wzrok. Nienawidzę, kiedy ktoś cały czas patrzy się na mnie. Nie wytrzymałam:
- Czego? - zapytałam oschle nie odrywając wzroku od telefonu, który akurat trzymałam w ręce
- Jestem Drake, a ty?
- Jessica - odpowiedziałam bez namysłu
- Ładnie
- Taa...
- Zły humor? - zapytał, co jeszcze bardziej mnie wkurzyło
- Nie twoja sprawa - dodałam
- Oj no już...

Nie dokończył, bo w drzwiach stanęła bardzo dobrze mi znana osoba. Zauważył, że teraz patrzę na Willa, a nie na niego. Chłopak podszedł bliżej i usiadł przy moim łóżku. Cały czas czułam, że Drake się na nas patrzy.
- Idziemy - zaczął jako pierwszy
- Gdzie?
- Do domu - odpowiedział z wielkim uśmiechem
- Jak to?
- Możesz wyjść wcześniej
- Aaaa... - zaczęłam piszczeć z radości
Will najwyraźniej też się bardzo cieszył. Pomógł mi spakować się, odebrałam jeszcze leki i wyszliśmy ze szpitala. Nastała niezręczna cisza, ale chłopak musiał ją przerwać...


OMG! Końcówka straszna! xd
A tak w ogóle to PRZEPRASZAM, że mimo tylu komentarzy nowy rozdział się nie pojawił :(
Na dwa dni byłam całkowicie odłączona od Internetu :( 
Nie mogłam nawet zajrzeć na wasze blogi, ale już się za to biorę :)
Ostatnio zostałam otagowana przez Claudia oraz Alexiaa :) dziękuję :*

Zasady:
1. Każda oznaczona osoba musi odpowiedzieć na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger" i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Następnie wybierasz 11 nowych osób do tagu.
3.Utwórz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i napisz je w swoim TAGowym poście.
4. Wymień w swoim poście osoby, które otagowałeś.
5. Nie oznaczaj ponownie osób, które są już oznakowane.
 
Pytania zadane przez Claudia
1. Jakie imię dałabyś swojemu synowi, a jakie córce ?
synowi Oliver lub Oskar, a córce chyba Wiktoria ;)
2. Ulubiony owoc ?
Nie mam ulubionego :) Kocham wszystkie <33
3. Ulubiony serial ?
Przepis na życie ;)
4. Komputer, laptop czy tablet ?
Zależy do czego potrzebny xd
5. Ulubiony rodzaj muzyki ?
wszystko, co wpadnie w ucho :) 
6. Jak spędzasz wolny czas ?
oj tego jest mnóstwo... rolki, rowery itd. :)
7. Stosujesz dietę ?
Diety chyba nie, ale staram się mieć w miarę dobrą figurę :)
8. Jakie imię wybrałaś/wybierzesz/chciałabyś wybrać do bierzmowania ? 
(pytam, może znajdę inspirację :D)
Aleksandra... Olaa :D
9. Jak imprezy to z kim ?
Przyjaciele <3
10. Lato czy zima ?
oczywiście, że lato :D
11. Ulubiony sport ?
Piłka nożna, siatkówka :)
 
Pytania zadane przez Alexiaa
 1.Skąd pomysł na założenie bloga?
nie mam pojęcia... tak jakoś wyszło 
2. Wzorujesz się na kimś ?
raczej nie xd
3. Ulubiony kolor?
uwielbiam chabrowy, choć według mnie każdy kolor odpowiednio dobrany jest świetny :)
4. Umiesz robić jajecznice? ^^
oczywiście :D
5. Jakiego koloru masz dzisiaj skarpetki? :3
szaro - niebieskie xdd
6. Masz rodzeństwo?
tak :) 
7. Twój ulubiony serial?
Przepis na życie :)
8. Ulubiona pora roku?
Wiosna i lato <3
9.  W jakiej sieci masz telefon?
Plus :)
10. Jesteś praworęczna czy może lewo?
prawoo :D
11. Zrobisz mi coś do jedzenia? ^^
jaaasne xdd 

Taguję:

Moje pytania:
1. Lubisz czytać książki?
2. Jak ma na imię twój przyjaciel / przyjaciółka?
3. Dobrze wspominasz dzieciństwo?
4. Byłaś kiedyś za granicą?
5. Lubisz chodzić na kręgle?
6. Ulubiony przedmiot szkolny?
7. Ulubiony smak lodów?
8. Masz jakąś ksywkę? Jaką?
9. Lubisz marchewki? xd
10. Żałujesz czegoś?
11. Lubisz besty.pl?


czwartek, 3 maja 2012

Rozdział XVI

Wstałam jakoś po 9.00. Niechęć do spania była chyba skutkiem takiej pięknej pogody za oknem. Chwyciłam za telefon i zobaczyłam znów sms' a od nieznajomego. Tym razem nie byłam zdziwiona tylko wkurzona. Nie miałam ochoty tego czytać, więc odłożyłam telefon. Zaczęłam rytmicznie stykać palcami o szafkę znajdującą się obok łóżka. W końcu ciekawość przewyższyła i nie wytrzymałam. Otwarłam tą durną wiadomość, która brzmiała tak:
" Hej Jess! Powrotu do zdrowia! Alice ;) PS. Mam nowy numer "
Kiedy ją przeczytałam kamień spadł mi z serca. Alice to moja ukochana kuzynka. Jest o rok starsza ode mnie i mieszka w Londynie. Dawniej utrzymywałam z nią więcej kontaktów, ale od przeprowadzki do Francji wszystko się zmieniło. Mimo to, zastanawiałam się skąd ona wie, że jestem w szpitalu, ale w końcu doszłam do wniosku, że to chyba mój kochany tatuś zadzwonił do wszystkich. Wiem, że się o mnie martwią, ale bez przesady. Szybko odpisałam Alice i spojrzałam przez okno. Była cudowna pogoda, a ja musiałam tu tak gnić na tym łóżku. Chciałabym już stamtąd wyjść, ale lekarz  powiedział, że najwcześniej wyjdę za tydzień. Nie podoba mi się to, ale dobrze wiem, że ani tata ani Will czy Olivka nie pozwolą mi chociaż wyjść na dwór.
- Ekhem... - usłyszałam za sobą ciche chrząknięcie, więc odwróciłam się w kierunku drzwi
- Maks? - zapytałam troszkę zdziwiona
- No a kto inny? Hej - dodał z lekkim uśmiechem
- Hej, co cię tu sprowadza?
- Przyszedłem zapytać, jak się czujesz? - powiedział siadając obok łóżka. Czułam, że przyszedł po co jeszcze
- W sumie to jest bardzo dobrze. Tabletki pomagają
- To super - dodał i zapadła chwilowa cisza
- Ee... Jessica?
- Noo?
- Chciałem ci się o coś spytać
- Wal - odpowiedziałam choć serce zaczęło mi szybciej bić
- Nie masz wrażenia, że Olivka się jakoś dziwnie zachowuje?
- Nie, a coś się stało?
- Ostatnio chodzi jakaś zamyślona
- Eee tam nie przejmuj się... Znamy się już długo i wiem, kiedy coś jest nie tak
- Na pewno?
- Tak, nie martw się
- Dziękuję
- Nie ma sprawy
Maks spojrzał na zegarek i oznajmił, że musi już iść na co ja powiedziałam krótkie "Pa" i wróciłam do rozmyśleń. Dobrze wiedziałam, że Olivka chodzi zamyślona, ale ja też byłam wtajemniczona w ten plan. Otóż zbliżały się urodziny Maksa i postanowiliśmy zrobić mu imprezę - niespodziankę. Wszystkie przygotowania były dość męczące, a mój "wypadek" jeszcze to skomplikował, gdyż zrzuciłam więcej pracy na przyjaciół. Chciałam jak najszybciej wrócić do zdrowia, żeby móc im pomóc. W końcu zostały jeszcze dwa tygodnie. Niby to dużo, ale impreza ma wyjść perfekcyjnie i wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Nie możemy przecież dać plamy.
Nie liczyłam na to, że ktoś mnie jeszcze dzisiaj odwiedzi, ale było by miło. Nagle usłyszałam dziwne odgłosy. Szybko odwróciłam się w kierunku drzwi, ale nikogo tam nie było. Po chwili uśmiechnęłam się sama do siebie, bo to ja byłam źródłem tych dźwięków, a raczej mój brzuch, który domagał się w tej chwili jedzenia. Jako, że śniadanie, o ile można to tak nazwać, miało być o 10.00., energicznie otworzyłam szafkę, w której zostały jeszcze jakieś żelki. Po chwili została już tylko pusta powierzchnia obita deskami.
Nie chciało mi się siedzieć bezczynnie, więc złapałam w ręce książkę Nicholasa Sparksa " Ostatnia Piosenka " i zaczęłam po raz setny ją czytać. Nawet nie wiem, kiedy, ale zasnęłam.

Od kiedy byłam w szpitalu moje drzemki stawały się kilkogodzinnym snem. Nie uważam to za jakiś powód do rozpaczy, gdyż przynajmniej czas szybciej leciał. Kiedy się obudziłam zastałam w pokoju Willa.
- Hej skarbie - zaczął jako pierwszy
- Cześć - odpowiedziałam ziewając
- Eee a czemu bez żadnego miłego słówka? - zapytał z udawanych fochem
- No powiedziałam cześć - odparłam udając, że nie wiem o co chodzi
- Ale ja powiedziałem do ciebie skarbie
- O to przepraszam kotku  - dodałam z coraz większym uśmiechem na twarzy
- Tylko kotek?
- A myślałeś, że co?
- No ja nie wiem, ale na przykład hmm... - przeciągał
- Dobra już nie kończ - powiedziałam śmiejąc się - Długo już jesteś?
- Nie, dopiero przyszedłem, a tak w ogóle to jakiś sms do ciebie przyszedł... od Nieznajomego - odparł szczególnie akcentując ostatnie słowo. Numer Alice zapisałam sobie już rano, więc to nie mogła być ona.
- Nie przeczytasz? - zapytał zdziwiony
- Eee tam szkoda czasu... a tak w ogóle, to co u Meg?
- Jessica, nie zmieniaj tematu... kto do ciebie pisze?
- Nikt, a kto miał by pisać? - zapytałam
- No ja myślałem, że ty mi to powiesz, ale chyba się nie dowiem
- Ale ja też nie wiem, kto to... No chyba widzisz, że wyświetla się Nieznajomy
- To pokaż tego sms'a
- Nie
- Czemu?
- Bo nie
- Jess, tylko na taka odpowiedź cię stać? Widzę, że coś cię trapi w związku z ta wiadomością. Powiesz mi?
- Ehh... Ale...
-  I znowu to " ale ". Ufasz mi?
- Tak - odpowiedziałam bez zastanowienia
- Tooo?
- Dobra, daj ten telefon - powiedziałam w duszy modląc się byle by nie był to ten Nieznajomy, o którym myślę
Will podał mi urządzenie i odczytałam wiadomość:
" Hej misiu... Jak tam w szpitalu. Twój chłoptaś na pewno się tobą opiekuje... Nie długo to się skończy. "
W myślach czytałam ją kilka razy zanim pokazałam ja Willowi.
- Który to już raz?
- Ale co?
- Który raz do ciebie pisze?
- Nie mam pojęcia
- Ale pisał wcześniej tak? - zapytał na co ja kiwnęłam znacząco głową - Czemu mi nie powiedziałaś?
- Bo byś się wkurzył
- Na kogo? Na ciebie? Nie, tylko myślałem, że mi ufasz - powiedział z żalem
- Bo ci ufam - powiedziałam z lekko załamującym się głosem - Will ja bym sobie sama poradziła
- Sama? Wątpię
- Tak, sama, a co?
- Nie, nic
- A co, za słaba jestem?
- Nie, nie o to chodzi
- To o co?
- Nie ważne
- Wiesz co Will. Wiedziałam, że to się tak skończy jak przeczytasz tego sms'a. Dlatego nie chciałam ci ich pokazywać, ale ty się uparłeś i proszę bardzo. Nie mam ochoty o tym gadać, najlepiej by było jakbyś mnie zostawił samą
- Jak chcesz - odpowiedział po czym skierował się w kierunku wyjścia rzucając krótkie " Pa"
Kiedy tylko wyszedł po moim policzku zaczęły spływać słone łzy. Czemu jestem taka wrażliwa!?


Dobra, już się nie kontroluję z tymi rozdziałami, ale co tam xd
Jest taki hmm... w miarę...
Dziękuję za komentarze! :) Komentujcie dalej, bo motywuje mnie to do dalszej pracy ;)
A teraz szantażyk xd
30 komentarzy = nowy rozdział... nie zawiedźcie mnie
paa ;*

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział XV

- Jessica! Jessica! - nagle ciemność, którą miałam cały czas przed oczami zrobiła się jakby jaśniejsza i wyrazistsza. Powoli zauważałam kontury osób, które natarczywie powtarzały moje imię. Kilka razy mrugnęłam oczami i wydałam z siebie cichy szept:
- Co się stało?
- Jessica! - usłyszałam kolejne nawoływanie - Nareszcie! Zaraz będzie karetka! Ne ruszaj się!
Z minuty na minutę co raz bardziej uświadamiałam sobie wszystko. Dotknęłam dłonią tył głowy i zobaczyłam czerwoną maź.
- C.. Co to jest?! Co się stało?! - powoli z szeptu przechodziłam w krzyk. Panikowałam
- Cii...  Potem ci wytłumaczę, a teraz leż - rozpoznałam ten głos. Głos Willa
- Jessica spokojnie - obróciłam się trochę na lewo i zauważyłam doktora Williama, który jeszcze kilka godzin temu wypisywał mi receptę - Zaraz przyjedzie pogotowie i zabierze cię do szpitala
Usłyszałam płacz Olivii. Spojrzałam w jej stronę i zauważyłam łzy spływające po jej policzku.
- Olivka - powiedziałam cicho - Nie płacz. Przecież jest dobrze
Przyjaciółka mocno ścisnęła mi rękę dając tym samym znak, że jest blisko mnie. Tak naprawdę nie wiedziałam, co się stało i co mi w ogóle jest.
Po chwili do moich uszu dobiegł odgłos zbliżającej się karetki, a potem zobaczyłam tylko ciemność i kolejne nawoływania.

Przebudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie nikogo nie było. Spojrzałam przez okno. Była noc. Księżyc świecił nadzwyczaj jasno, a gwiazdy wyraźnie pokazywały swoją obecność. Po moim policzku spłynęła pojedyncza, słona łza, która po chwili wsiąkła w jasnofioletową piżamę w groszki. Lekko się podniosłam i oparłam łokciami na poduszce. Długo nie wytrzymałam w takiej pozycji ze względu na straszliwy ból głowy. Nie czułam się za dobrze, a zresztą kto by się na moim miejscu tak czuł? Nikt.
Usłyszałam jeszcze kroki jednej z pielęgniarek na korytarzu, a potem zasnęłam.

Obudziły mnie dopiero promienie słońca, które niemiłosiernie wdzierały się do mojego pokoju oraz czyiś niespokojny oddech. Ten ktoś jeszcze spał, a była nim Olivia. Poruszyłam palcami, a ona to najwyraźniej poczuła. Zamrugała oczyma i spojrzała na mnie.
- Jessica! Nareszcie się obudziłaś! - krzyknęła przytulając mnie
- Ałć - powiedziałam cicho ze względu na okropny ból głowy
- Oj Jezu przepraszam, przepraszam, ale wiesz jak się cieszę
- Dobra, dobra
Moja przyjaciółka zawsze była bardzo energiczna i miała swoje własne sposoby okazywania uczuć. Niektóre całkiem normalne, a niektóre dziwaczne. Jak się okazało Will i Maks poszli na chwilę do sklepu po wodę i coś do jedzenia, a tata załatwiał z lekarzem jakieś formalności.
- Możesz mi powiedzieć, co się dokładnie stało? - zapytałam trochę głośniej
- Z tego, co mówił Will to wstałaś, zakręciło ci się głowie i przewróciłaś się uderzając tym samym o stolik nocny. Zemdlałaś, więc szybko zadzwonił do twojego taty, potem do mnie. Po chwili przybiegł ten doktor William i zadzwoniliśmy po pogotowie. Masz, a raczej miałaś nieźle rozciętą głowę. Szybko ci zszyli, założyli bandaże i całe dwa dni tu tak leżałaś. Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy? - zapytała ze smutkiem w głosie - Will nawet obwiniał o to siebie
Uśmiechnęłam się szczerze - Naprawdę się martwiliście?
- Jessica, zwariowałaś!? Wszyscy tylko czekaliśmy, kiedy się obudzisz
- Dwa dni tu tak leżałam? - zapytałam ze zdziwieniem
- Tak. Wszystko przez to, że straciłaś tyle krwi, ale już wszystko jest pod kontrolą
Naszą rozmowę przerwało wejście, a raczej wbiegnięcie chłopaków do pokoju. Wszystko, co ze sobą mieli rzucili gdzieś na stolik i zaczęli zadawać mnóstwo pytań, na co ja spokojnie odpowiadałam. Po chwili przyszedł tata z lekarzem. Dostałam jakieś silne tabletki po czym wszyscy musieli wyjść z sali, gdyż doktor zabronił mi przemęczać się. Zostałam sama. Uśmiechnęłam się o swojego odbicia w lustrze, które wisiało naprzeciw mnie. Mimo, że czułam się źle to w głębi byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Miałam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, kochającego tatę. Nie wiedząc kiedy, zasnęłam.
Powrócił koszmar śniący mi się każdej nocy po śmierci mojej mamy. Znów usłyszałam jej troskliwy głos. To był tylko ułamek sekundy. Przechodziła na drugą stronę ulicy machając do mnie. Tata siedział w kuchni popijając herbatę, a ja siedziałam przy oknie i radośnie kiwałam jej swą malutką rączką. Nie zauważyła nadjeżdżającego, rozpędzonego samochodu, który nie zdążył się zatrzymać na czas. Lekarze próbowali ja ratować, ale na marne. Zmarła o godz. 22.56.


ulala coraz częściej piszę rozdziały ;)
nawet nawet mi wyszedł, ale nie jestem w 100% zadowolona :D
kiedy następny? nie wiem :D
dziękuję za komentarze i baaajo ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział XIV

Rano przebudziłam się z bólem głowy. Szybko chwyciłam za chusteczkę i wydałam z siebie głośne "aaaaaapsik".
- Po prostu super - wyszeptałam i jeszcze bardzie okryłam się kołdrą. Widocznie wczorajsze wyjście nie przyniosło dobrych skutków.  Nie wiedząc kiedy, ponownie zasnęłam.
Obudziło mnie szturchanie w ramię.
- Jessica, nie idziesz do szkoły? - usłyszałam zatroskany głos ojca
- Źle się czuję - ledwo odpowiedziałam z powodu bólu gardła i chrypy
- No nieźle się rozchorowałaś
- Oj daj spokój tato. To tylko małe przeziębienie - wydukałam dobrze wiedząc, że to nieprawda
- Jess, nie kłam mnie tu. Zaraz zadzwonię do Williama i przyjdzie zobaczyć, co ci jest
- Ale...
- Nie ma żądnego "ale". Leż i nigdzie się nie ruszaj
Mruknęłam pod nosem i poprawiłam poduszkę. Ten cały William to dobry kolega mojego taty z podstawówki. Jest lekarzem i mieszka naprzeciwko, więc bez problemu może przyjść, o ile nie ma żadnych wizyt w przychodni. Jak się okazało, doktorek miał wpaść za 20 min, więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby doprowadzić się do ładu. Wolnym krokiem udałam się do łazienki i spojrzałam w lustro. Każdy włos sterczał w inną stronę. Szybko chwyciłam za szczotkę i próbowałam choć odrobinę polepszyć sytuację. Po dłuższej chwili udało się to, choć nie do końca. Zdążyłam jeszcze umyć zęby zanim usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi i krótką wymianę zdań dr. Williama z moim tatą. Szybko wskoczyłam pod kołdrę i czekałam na lekarza.
- Dzień dobry - zaczęłam widząc go w progu mojego pokoju
- Dzień dobry - odpowiedział - A więc, co ci dolega? - zadał standardowe pytanie, na co ja spokojnie odpowiedziałam. Doktor dokładnie mnie przebadał i zaczął wypisywać receptę.
- Proszę - powiedział wręczając mi ją -  Bierz te tabletki 3 razy dziennie, a syrop pij przed snem, dobrze?
- Mhm, dziękuję, a i jeszcze jedno. Jak długo mam zostać w domu?
- Myślę, że tydzień wystarczy, a jeśli nadal będziesz się źle czuć, to niech twój tata się ze mną skontaktuje
- Dziękuję bardzo
- Nie ma za co
- Do widzenia
- Do widzenia - odparł i wyszedł z pokoju. Jak się okazało złapałam grypę. Może to nic takiego, ale naprawdę źle się czułam i nie miałam na nic ochoty. Postanowiłam się zdrzemnąć i trochę odpocząć. W końcu i tak nie miałam nic ciekawszego do roboty.
Kiedy się obudziłam nie miałam pojęcia, która godzina. Chwyciłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Moja drzemka okazała się pięciogodzinnym snem. Sprawdziłam skrzynkę odbiorczą i zauważyłam jedną nieodebraną wiadomość. Znowu od Nieznajomego. Nie miałam ochoty jej otwierać, ale ciekawość przewyższyła i po chwili przeczytałam w myślach następujące słowa:
" Pewnie się zastanawiasz kim jestem, co? Powiem ci tylko tyle, że wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. Nie podoba mi się tylko ten twój ulizany chłoptaś, z którym i tak prędzej czy później się rozstaniesz. To tylko kwestia czasu "
Po moim policzku spłynęła łza. Nie wiem czemu. Chyba dlatego, że te słowa zabolały. Po chwili zaczęłam sobie robić wyrzuty i powtarzać w kółko '' Po co to otwierałam? ", ale pozytywnie myśląc i tak bym sprawdziła tego sms' a. Tylko kim jest ten nieznajomy? To pytanie sprawiało mi najwięcej trudu. Ktoś tak po prostu się bawi, a ja się tym przejmuję i to bardzo.
Rozmyślając tak doszłam do wniosku, że jest już grubo po 15.00., a ani Will ani Olivka nawet nie zadzwonili, żeby spytać, czy coś mi się stało. Jednak po 16.00. usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi i jak się okazało był to Maks, Olivia i oczywiście Will.
- A wy co? Nawet się mną nie przejmujecie? - zapytałam udając obrażoną
- No skarbie nie gniewaj się - zaczął jako pierwszy mój chłopak - Przez Lucasa matematyczka zabrała wszystkim telefony, a wcześniej przyjść nie mogliśmy, bo musieliśmy sprzątać wszystkie sale na piętrze, żeby je odzyskać
- Lucasa?! -zapytałam trochę głośniej
- Tak, a co?
- Nie, nic. Przesłyszałam się - odpowiedziałam
Doszłam do wniosku, że to może właśnie on pisze te durne sms, ale po głębszym zastanowieniu Lucas jest tchórzem i nie napisałby tego.
Wymieniłam z przyjaciółmi jeszcze kilka słów dopóki Olivka z Maksem nie musieli iść do domu. Zostałam tylko ja i Will.
- A gdzie ty idziesz? - zapytał chłopak widząc jak wstaję
- Zrobić sobie herbatę
- O nie! Nie myśl, że gdzieś będziesz wychodziła. Masz leżeć w łóżku
- No, ale to tylko grypa i nic więcej
- Nie marudź tylko leż, a ja ci ją zrobię
- No ale..
- I znowu to "ale" - powiedział z mocniejszym akcentem - nie ma żadnego "ale"
Uśmiechnęłam się, na co on przytaknął i poszedł do kuchni. Nie musiałam długo czekać, bo po chwili do pokoju wszedł Will z kubkiem gorącego napoju.
- Proszę - powiedział wręczając mi ją
- Dziękuję - odparłam i upiłam łyk herbaty po czym wolno wstałam z łóżka
- Ej, ej, ej - zaczął - A pani to gdzie się wybiera?
- No chyba mogę iść się załatwić no nie? - zapytałam z uśmiechem
- A no tak... jasne - odparł
Szłam powoli i dość chwiejnym krokiem. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i przewróciłam się. Zdaje się, że w coś uderzyłam...


trololololol następny rozdział! :D 
musiałam jakoś wynagrodzić te spóźnienie tamtej notki ;)
hah a no i wybaczcie, że przerywam xd musiałam
jutro chyba rozdział się nie pojawi :/
wracam później ze szkoły, a potem jeszcze muszę iść do kościoła ugh :/
baj ;**

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział XIII

Przetarłam zaspane oczy i wygramoliłam się z łóżka. Spojrzałam przez okno, a moim oczom ukazał się piękny widok ogromnych kałuż.
- Pięknie - pomyślałam i udałam się w kierunku łazienki. Po 15 min byłam gotowa, ale widząc dzisiejszą pogodę nie miałam ochoty na żądne wyjścia. Spojrzałam na stojące obok pianino. Fakt, dawno nie grałam, ale przyczyną był chyba braku czasu. Wyciągnęłam jednak jakieś nuty i zaczęłam grać. Po kilku minutach po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Utwór, który właśnie grałam należał do ulubionych piosenek mojej mamy. Tak cholernie mi jej brakowało. Po jej śmierci wszystko się zmieniło. Tata stracił radość z życia, nie miał ochoty nawet ze mną rozmawiać, ale próbował być silny, chociaż wiedziałam, że wylał mnóstwo łez. Od tamtego czasu minęło już kilka lat, ale nadal odczuwam ta pustkę. Nie mogę tak po prostu powiedzieć "muszę o tym zapomnieć". Nie, to by wyglądało tak jak bym chciała zapomnieć o mojej własnej matce. Mój cichy płacz przerwało wejście pewnej osoby do pokoju. Była to Olivia, która gdy tylko spojrzała na moją smutną twarz podbiegła i przytuliła mnie. Dobrze, że mam obok siebie takie wspaniałe osoby, które bez pytania, co się stało, sprawiają, że się uśmiecham.
- A teraz nie smutaj, bo o 12.00 idziemy do kina i musisz jakoś wyglądać
- Eee... dzisiaj? Ale zobacz jaka jest pogoda - zaczęłam marudzić
- Tak, dzisiaj. Zresztą możemy zamówić taksówkę
- Nie chce mi się
- Nie ma tak. Dawno nigdzie nie byłyśmy. A tak na marginesie to Will i Maks też idą, więc będzie fajnie
- Muszę?
- Jeszcze pytasz - cwanie się uśmiechnęła - Pewnie, że musisz
- No dobra, ale jak będę potem chora to ty będziesz się mną opiekować
- Jasne, do usług - odparła z triumfującą miną i spojrzała na zegarek - Lepiej zacznijmy się szykować
- Tak wcześnie? - zapytałam zdziwiona
- Jessica, już jest 11.20 - na te słowa zerwałam się równe nogi i popędziłam do szafy. Wybrałam jasne rurki, miętowy sweterek i brązowe lity. Rzęsy jak zwykle pociągnęłam tuszem, a usta musnęłam delikatnym błyszczykiem. Przeczesałam szczotką moje brązowe włosy i związałam je w luźnego koczka. Można powiedzieć, że nie wyglądałam najgorzej. 5 minut później usłyszałam pukanie do drzwi. Jak się okazało przyszli po nas chłopacy z wielkim uśmiechem na twarzy. Will podarował mi piękny bukiet tulipanów, które przedtem trzymał za swoimi plecami. Zaskoczył mnie tym prezentem, ale bardzo się ucieszyłam. Zresztą jaka dziewczyna nie cieszyłaby się na widok kwiatów od swojego chłopaka?
Tak jak obiecywała Olivia, wsiedliśmy w taksówkę, która zawiozła nas pod kino.Deszcz przestał już padać, ale nadal wiał dość silny wiatr. Przechodząc do filmu, wybraliśmy jakiś horror. Szczerze powiem, że nie należał do ciekawych. W sumie i tak nic z niego nie wiem, bo zrobiłam sobie małą drzemkę. Jako, że po wyjściu z kina pogoda stała się o wiele lepsza, a słońce wyszło zza chmur, postanowiliśmy wracać na piechotę. Wkrótce zostałam sama z Willem, bo Olivka poszła do Maksa.Usiadłam na ławce w parku i milczałam.
- O czym tak myślisz? - zapytał chłopak widząc, że myślami jestem w całkiem innym świecie
- O niczym - odpowiedziałam
- Kłamiesz
- Nie
- To o czym tak myślisz? - zapytał ponownie
- No o niczym
- Przecież widzę, że kłamiesz
- Nie kłamię
- No widzisz i znowu kłamiesz, że nie kłamiesz, ale tak naprawdę kłamiesz tylko nie chcesz się do tego przyznać, a ja dobrze wiem jaka jest prawda, więc pytam się znowu. O czym myślisz?
- Nie ważne - odpowiedziałam
- Czyli o czymś myślisz. Masz jakąś tajemnicę? - zapytał podejrzliwie
- Nie, a czemu pytasz?
- Bo ostatnio jesteś taka zamyślona
- Will, mam po prostu zły dzień i tyle
- Na pewno?
- Tak, nie wyspałam się
- No to wracajmy. Odprowadzę Cię do domu i pójdziesz spać
- Ehh... dobra - powiedziałam wstając z ławki
Postanowiliśmy iść krótszą drogą, która jednak nie okazała się dobrym wyborem. Chwilę później moje buty były całe mokre, a po minie Willa można było się domyślać, że również nie jest zadowolony. Mimo to, doszliśmy do mojego domu. Jednak to nie był koniec niespodzianek. Jakiś nieudolny i ślepy kierowca wjechał prosto w kałużę, przez co zostałam oblana potokiem wody. Miałam dość. Weszłam do domu, przebrałam się i wypiłam gorącą herbatę. Potem wskoczyłam do łóżka i odpłynęłam w krainę snów.


huh rozdział jest jaki jest xd
szczerze, to nie za bardzo mi się podoba, ale okay ;)
zero akcji itd., ale cóż, czasami musi tak być
a tak wgl to przepraszam, że rozdział nie pojawił się wcześniej, ale miałam mnóstwo nauki
oczywiście wszystkim trzecioklasistom życzę powodzenia na tekstach i dziękuję za 3 dni wolnego :D
chociaż za rok to ja będę musiała się męczyć ;)
bajooo ;*

sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział XII

Już o 8.00 byłam na nogach. Ubrana i uczesana zbiegłam na dół, gdzie zastałam tatę czytającego gazetę. Zamieniłam z nim kilka słów, zjadłam śniadanie i wyszłam pobiegać. Muszę w końcu dbać o formę. Z daleka zauważyłam już Olivkę, z którą umówiłam się wczoraj wieczorem. Opowiedziałam jej wszystko o mnie i o Willu. Ehh no może wszystko. Nie mogłam jej powiedzieć, co łączy go z Nicole. Tak, Olivia to moja przyjaciółka, ale jeśli coś obiecałam to muszę dotrzymać słowa. Nasze spotkanie minęło strasznie szybko, a  kiedy tylko dobiegłam do domu chwyciłam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz.
- O matko! - pomyślałam
Miałam 16 nieodebranych połączeń i 9 wiadomości. Od kogo? Wszystkie obyły od Willa. Usłyszałam  dźwięk telefonu.
- Halo? - zaczęłam jako pierwsza
- Jessica! Nareszcie odebrałaś - odpowiedział Will
- A co się stało?
- Czemu nie odbierałaś?
- Byłam pobiegać i spotkałam się z Olivią
- Jezu
- No co?
- Już myślałem, że coś ci się stało
- Will, spokojnie. Po prostu nie wzięłam telefonu i tyle
- No, ale...
- Nie ma żadnego "ale"
- Dobra, dobra. Za 15 min. będę. Pa
Zdążyłam uśmiechnąć się do telefonu i wolnym krokiem udałam się do łazienki. Wyglądałam jak jakiś potwór. Szybko wskoczyłam pod prysznic, a potem owinięta ręcznikiem podeszłam do szafy i zaczęłam szukać czegoś wygodnego. Założyłam zółte conversy, szorty, białą bokserkę oraz jeansową koszulę. Wzięłam jeszcze swój ulubiony tusz i pociągnęłam nim rzęsy. Zdążyłam jeszcze poprawić włosy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Przywitałam się z chłopakiem i wyszliśmy.
- To gdzie idziemy? - zapytałam
- Niespodzianka - odpowiedział
Szeroko się uśmiechnęłam i dalej szłam wtulona w Willa.
- Zamknij oczy - powiedział, na co ja wykonałam jego prośbę. Nie miałam pojęcia, gdzie mnie prowadził, ale nie przejmowałam się tym. Ufałam mu i to się liczyło. Nareszcie byłam szczęśliwa i to właśnie dlatego warto żyć.
Szliśmy jeszcze dość długo, aż zatrzymaliśmy się w jakimś cichym miejscu.
- Zostań tu i nie otwieraj oczu - powiedział Will, który po chwili znikł. Nie musiałam długo czekać, bo po ok. 3 min. usłyszałam czyjeś kroki, a mianowicie mojego chłopaka. Za jego pozwoleniem otwarłam oczy i rozejrzałam się wokół siebie. Znajdowaliśmy się na jakieś polanie. Pierwszy raz tam byłam, ale zdawało mi się jakbym już znała to miejsce. Dookoła rosło mnóstwo kwiatów, a słońce dawało się we znaki. W końcu mogłam odetchnąć od zatłoczonego miasta i spędzić choć trochę czasu w ciszy i to w dodatku ze wspaniałą osobą. Szybko odwróciłam się w kierunku Willa, ale kiedy już to zrobiłam przeżyłam kolejny szok. Obok chłopaka stały dwa piękne konie. Jeden był biały, a drugi kasztanowy. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Eee...e...e
- Nic nie mów. Wiem, że kiedyś jeździłaś - odpowiedział
Zdziwił mnie tym i to bardzo. Przecież nikt oprócz mojej rodziny i Olivki o tym nie wiedział. Sama też nie wspominałam mu o tym. Widząc moje zdziwienie odparł:
- Nie pytaj skąd wiem
Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej.
- Dziękuję - wyszeptałam i zawiesiłam ręce na jego szyi. Will objął mnie w talii, po czym namiętnie pocałował. Byłam po prostu w raju. Wsiadłam na jednego z koni, a chłopak na drugiego.
- To gdzie jedziemy?
- Przed siebie - odpowiedział z uśmiechem i ruszyliśmy. Cały czas rozmawialiśmy, a potem milczeliśmy by znów wybuchnąć śmiechem.
Will nie był taki jak inni chłopacy w jego wieku. Był opiekuńczy , zabawny i całkowicie szczery. Zdawało się, że znamy się już od piaskownicy choć w rzeczywistości poznaliśmy się około pół roku temu.
- Skąd znasz to miejsce? zapytałam zsiadając z konia. Znajdowaliśmy się obok jakiegoś małego strumienia, a wokół rosło mnóstwo stokrotek.
- Kiedyś jeździłem tu z dziadkiem - odparł ciszej - dopóki nie zmarł
Przytuliłam mocno Willa i jedną ręką nabrałam wody ze strumyka. Całość wylądowała na nim.
- Osz ty! - krzyknął śmiejąc się - zaraz cię złapię i pożałujesz tego. Szybko zaczęłam uciekać, ale chłopak był o wiele szybszy i już po kilku minutach turlaliśmy się po trawie. W końcu opadłam z sił i pozdrowiłam go szerokim uśmiechem.
- Kocham cię, wiesz? - odpowiedział leżąc obok mnie
- A wiesz, że ja ciebie też?
- No ja myślę
Zrobiłam jeszcze większy wyszczerz i delikatnie go pocałowałam.
- Wracajmy - zaproponowałam - Późno się robi
- Dobrze - odpowiedział. Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w drogę powrotną.
W domu byłam około godziny 21.00. Padłam na łóżko i zaczęłam wspominać dzisiejszy dzień. Po chwili dostałam sms'a od jakiegoś nieznajomego numeru:
" Nie rób sobie nadziei. To długo nie potrwa. "
Nie powiem, bo zdziwiłam się i to bardzo, ale nie trwało to długo. Dostałam kolejna wiadomość, tym razem od Willa:
" Śpij dobrze słońce. Dobranoc ;* "
Od razu zapomniałam o poprzedniej wiadomości. Może była to tylko zwykła pomyłka? Czas pokaże.


Hejo ;) huh rozdział jest. Myślę, że fajny, ale żeby nie było tak za bardzo romantycznie dodałam tą wiadomość od nieznajomego :)
Baaardzo dziękuję za odwiedziny, komentarze, wszystko.
Tak, wiem, powtarzam się, ale nawet nie wiecie jak się cieszę,
kiedy widzę, że coraz więcej osób odwiedza mojego bloga.
Motywuje mnie to do dalszej pracy ;) Dziękuję ;*
To chyba tyle. Bajo ;*